Tracisz czas

[dash]

Tracili mnóstwo czasu na “badanie rynku”, które dawało rezultaty wątpliwej jakości. W efekcie albo kupowali za drogo, albo długo zastanawiali się czy zarobią - aż okazję ktoś inny sprzątnął im sprzed nosa.

Niepewność

[dash]

Nie wiedzieli, za ile wystawić na sprzedaż mieszkanie wyremontowane, aby zarobić na nim jak najwięcej, ale żeby jeszcze mieć zainteresowanie kupujących. Decydował przypadek - albo wystawiali za drogo i długo czekali na kupującego, albo wystawiali za tanio i tracili dziesiątki tysięcy złotych.

Tak jak wszyscy

[dash]

Gdy już w jakimś miejscu poznali ceny metodą prób i błędów, inwestowali tylko tam, nie mając czasu na poznanie innych, dużo bardziej dochodowych części miasta.

Wyobraź sobie: otrzymujesz ofertę zakupu mieszkania, otwierasz pdf, klikasz na mapie lokalizację, i pojawia się cała wiedza konieczna do decyzji, wraz ze wszystkimi cenami… i po 2 minutach już dokładnie wiesz, ile zarobisz, i czy to naprawdę jest okazja. Kiedy kupisz i ukończysz remont, wystawiasz za dokładnie wskazaną cenę, na widok której znajomi pukają się w czoło i twierdzą, że nie ma szans, żeby ktoś zapłacił aż tyle. I już po kilku tygodniach cieszysz się zyskami, a znajomi zbierają szczękę z podłogi i mówią - wiesz, Ty to masz łeb…
A gdybym Ci powiedział, że na każdym etapie inwestowania możesz nabrać takiej przewagi, że na daną inwestycję będziesz poświęcać 15-30 minut dziennie, i zarabiać tak samo dobrze, albo i lepiej? I to niezależnie, czy inwestujesz w swojej okolicy czy na odległość?

Scena pierwsza, rok 2016.

Siedzę na ławeczce nad Wisłą i patrzę w dal, na przepływającą wodę. Mam gotowy plan na życie. Właśnie odszedłem z uczelni na rok przed obroną doktoratu, właśnie przestałem zarządzać w dużym stowarzyszeniu, właśnie skończyłem z trenowaniem twórczego myślenia u ludzi. Wreszcie skupię się tylko na nieruchomościach. Wiem na ich temat bardzo dużo, bo przecież studia podyplomowe zrobiłem, doświadczenie mam, nic tylko działać. Liczyć potrafię, od dodawania, przez procenty, po bardzo zaawansowaną matematykę - w końcu kiedyś miałem być naukowcem. Nauczę się tylko robić remonty, i już dalej sobie poradzę! Podejmuję decyzję: zapisuję się na szkolenie z flipów. Słońce krwiście zachodzi za krakowski smog, gołębie zasypiają na strychach kamienic, pomimo to wracam z nadzieją.

Scena druga.

Szare osiedle na peryferiach powiatowego miasta. Jest po deszczu, pochmurno, udaję że spaceruję. Tak naprawdę, idę aby wszystko przemyśleć. Jestem po szkoleniu i pełen motywacji “badam rynek” oraz “nawiązuję relacje z ludźmi”. Ale nic to nie daje. Mieszkań wyremontowanych brak, słyszę tylko chciejstwo sprzedających, bo oni by chcieli za tyle a tyle sprzedać. Cwaniaki za dychę. Im lepiej się ubieram, tym więcej pieniędzy ode mnie chcą. Miasto raczej niewielkie, chodzenie z pośrednikiem to ryzyko: zawsze może się wydać, że nie szukam mieszkania, a tylko incognito chcę zbadać rynek. Minęły właśnie dwa bardzo intensywne dni, widziałem wszystko co tylko było na sprzedaż, a wciąż nic nie wiem. Szczerze Ci powiem… spaceruję i myślę, żeby się poddać. Spisać na straty kwotę, jaką wpłaciłem za szkolenie, dać sobie spokój i pokombinować. Może nieruchomości to nie jest taki świetny sposób na życie, może jednak inny biznes albo etacik? Po beznadziei przychodzi złość. Czy, do jasnego gwinta!, nie ma jakiegoś sprytniejszego sposobu na zbadanie rynku? Czy do końca inwestorskiego życia będę musiał chodzić po mieszkaniach, udawać, i robić z siebie durnia? Czy nie da się tego zrobić jakoś zdalnie? Musi istnieć jakiś czarodziejski sposób! I ja go znajdę, inaczej nie nazywam się Bis!

Scena trzecia.

Rozświetlona sala konferencyjna w dużym mieście. Networking inwestorów. Po kolei wszyscy się przedstawiają. Po raz pierwszy oficjalnie mówię: Zajmuję się specjalistycznymi, matematycznymi analizami rynku specjalnie pod flipa. Wyliczam, od jakiej kwoty na danym terenie zaczyna się okazja, za ile na pewno sprzeda się wyremontowane mieszkanie, za ile maksymalnie wystawić wyremontowane mieszkanie, żeby jeszcze było zainteresowanie. Wzbudzam ciekawość, patrzą na mnie. W przerwie podchodzą różni ludzie, rozmawiamy. Na sali jest Hieronim (imię zmienione), inni go szanują, a wielu stara się mu nadskakiwać. Jest bardzo bogaty i bardzo pewny siebie. Kiedy inni pytają o kwoty, on pyta tylko o procenty i żadna kwota nie jest dla niego zbyt duża. Raczej trzymam się na odległość, bo nie spodziewam się żebyśmy mieli wspólne tematy. Kiedy wszystko się kończy, żegnam się ze wszystkimi, zwyczajowy uścisk dłoni. Hieronim zagaduje: Wymieńmy się wizytówkami, to napiszę do Ciebie jak coś mi będą proponować. Bo często chcą mnie zrobić w bambuko. W tym momencie czuję, że mój pomysł może zmienić wszystko, i zaczynam go ulepszać i doskonalić. Niedługo pojawi się pierwszy człowiek, który kupi ode mnie analizę rynku pod flipa.

Inwestuję głównie na odległość, zawsze z wykorzystaniem własnych analiz i bez tzw. “badania rynku”. Zajmuję się flipami, i uwielbiam posiadać tzw. wolny czas. Dlatego non stop wymyślam metody i strategie, dzięki którym mogę inwestować pewnie, zyskownie i bezpiecznie, poświęcając temu jak najmniej czasu. Z tych wszystkich usprawnień narodził się unikalny, autorski, kompletny system inwestowania na odległość R.O.B.O.T. Mam go tylko ja. Niektóre metody, wchodzące w jego skład, możesz ode mnie kupić. Innymi się nie dzielę, wyobrażasz sobie zapewne dlaczego. Natomiast nawet to, co dostać możesz, sprawia że uzyskasz przewagę nad ok. 95% inwestorów.

Umów się na 15 minut rozmowy i sprawdź, czy mogę Ci pomóc. Porozmawiać zawsze warto, to nic nie kosztuje.